|
:: zapiski-mordercy
blog :: księga gości 2005 maj kwiecień marzec wartościowi ludzie... Bucza i blog!!!!! Piekne-chwile Ana Brosia Ocena Ocena Moja twórczość Ślepcy ..nowy projekt Ostatnie-sto-dni kiedys napisałem, kiedys sie komus spodobało Katalog Stron
|
21:01:37 2005-05-04 Nigeryjski ksiądzByłem wtedy w Nigerii. To była zwykła wycieczka turystyczna. Pamiętam, że wraz z przyjacielem i przewodnikiem pojechałem obejrzeć piękne równiny afrykańskie. Jadąc przez bezdroża w pewnym momencie na horyzoncie pojawiła się jakaś ludzka postać. Szła, utykając w naszą stronę. Po jakiś dobrych 10 minutach doszło do spotkania. Okazało się, że to był nigeryjski ksiądz, który wracał z katechezy, którą wykładał tubylcom w ich wiosce. Na pytania, dlaczego kuleje, spuszczał głowę i milczał. Zaproponowałem, że opatrzę mu ranę gdyż trochę się na tym znam. Gdy chciałem się już schylać, on nagle odsunął nogę i powiedziałbym nic nie robił, gdyż to nie jest poważna sprawa. Widząc upór tego człowieka odpuściłem sobie. Doszedłem do wniosku, że nie ma sensu się kłócić. Zamieniliśmy może między sobą jeszcze kilka słów i ruszyliśmy w swoje strony. Po godzinie jazdy dotarliśmy do wioski, z której wracał wcześnie spotkany duchowny. Obraz, jaki ujrzeliśmy przed sobą tak nami wstrząsnął, że początkowo nie mogliśmy nawet się ruszyć. Zobaczyliśmy przed sobą pole ludzkich ciał. Początkowo nikt nie zwrócił na to uwagi, ale po dłuższej chwili, ktoś dostrzegł, że wśród nieżywych nie ma ani jednego mężczyzny. Zaczęliśmy chodzić między trupami, by, choć w małym stopniu wyjaśnić sobie, co tu się stało. To było po prostu coś niewytłumaczalnego. Nagle w jednym momencie wszyscy spojrzeliśmy się na siebie, by chwile później ruszyć w stronę samochodu. Cel był jeden. Dogonić nigeryjskiego księdza. Uzmysłowiliśmy sobie, że on musi mieć coś wspólnego z tą sprawą. Jechaliśmy tak szybko, że z daleka było tylko widać tumany kurzu, jakie unosiły się nad samochodem. W końcu dostrzegliśmy go nie opodal bagien tuż przy małej rzeczce, z której ludzie biorą wodę pitną. Gdy nas zobaczył zaczął uciekać. Teren był zbyt grząski by móc jechać samochodem. Musieliśmy wysiąść i ruszyć za nim na własnych nogach. Po dość długim pościgu udało mi się go złapać. Kiedy chyba zrozumiał, że nie ma gdzie uciec, zaczął być agresywny. Rzucił się na mnie. Przydusił mnie ciężarem własnego ciała do ziemi i zaczął wgryzać się w moją szyje. Byłem sparaliżowany, sam nie wiem czy od strachu czy od zdziwienia, a raczej szoku. Dobrze, że mój przyjaciel zdążył dobiec na czas i zrzucił go ze mnie. Nie potrafię wyjaśnić, co się wtedy z tym człowiekiem stało. Z całą zakrwawiona szyją wstałem i w furii zacząłem „okładać” go coraz mocniejszymi ciosami. Rozpocząłem spokojnie od użycia rąk, później, gdy już zaczęły mnie boleć, „przerzuciłem się” na nogi, by w końcu schylić się po w miarę duży głaz i rozbić go o jego głowę. Kiedy zobaczyłem jak dość gęsta i ciemna krew wypływa mu ze szczeliny powstałej na jego czole cała złość, która była we mnie znikła. Nigdy nie dowiedziałem się, co się stało wtedy w tamtej wiosce i dlaczego ten ksiądz zachowywał się jak zwierzę, zakażone wścieklizną. Jednak od tamtej chwili mój obraz duchowieństwa w Nigerii w bardzo znacznym stopniu uległ zmianie. --------------------------------------- Na specjalne życzenie no cóż i $óMIKa.... Po prostu postanowiłem, że choć raz spełnie czyjąś prośbę i tyle.. w ramach wyjaśnień
skomentuj (9) ![]() 11:00:08 2005-05-02 Od AutoraCo mam napisać? Po prostu dziękuje wam wszystkim, że byliście przez te 2 miesiące ze mną. Dzięki zapiską poznałem po raz kolejny nowych i bardzo wartościowych ludzi. W trakcie pisania tego „opowiadania” działo się wiele na różnych płaszczyznach mojego życia. Starałem się nie zamieszczać na blogu moich problemów, jednak po raz kolejny nie udało mi się to. Mam tylko jedną prośbę do was, wszystkich bez wyjątku. Bądźcie w porządku z własnym sumieniem. Nie udawajcie kogoś innego, nie grajcie. Róbcie w życiu wszystko tak byście nie mogli powiedzieć, że żałujecie. Jeszcze raz dziękuje.
skomentuj (8) ![]() 10:46:36 2005-05-02 Jej oczyPrzede mną był już tylko proces sądowy. Nie wiem jak długo czekałem na niego. W tym czasie dużo myślałem nad swoim życiem przeszłym jak i przyszłym. Zastanawiałem się jak to się stało, że tu trafiłem. To jednak nie było głównym przedmiotem moich rozmyślań. Cierpiałem, gdyż zostałem oszukany w sposób bardzo wyrafinowany i okrutny. Wcześniej myślałem, że uczuć nie da się aż tak udawać. Żyłem w świadomości, że ktoś mnie kocha, że tak naprawdę obojętnie, co by się działo, ktoś będzie na mnie czekał. Cały czas widzę nasze wspólne chwilę. Od spotkania w parku aż do ostatniego wieczoru, gdy tańczyliśmy w deszczu. Nie mogę pojąć, w jaki sposób udawało się jej tak perfekcyjnie grać. Te uczucia wydawały się prawdziwe. Chwile, gdy trzymaliśmy się za ręce, rozmawialiśmy o wszystkim jak i o niczym, wspólne pocałunki, czy spojrzenia. Tak naprawdę wtedy, gdy sobie uświadomiłem, że jestem sam, straciłem ochotę do dalszego istnienia i obojętne mi było to, co się ze mną stanie. Zostałem ukarany za swoje dotychczasowe życie, jednak nie przez wymiar sprawiedliwości, ale przez los. Cały czas załamany siedziałem w koncie mej celi i walczyłem ze sobą by jej nie znienawidzić. Mimo wszystko dała mi zbyt wiele pięknych i ważnych chwil by teraz myśleć o zemście nad jej osobą. W pewnym momencie usłyszałem dźwięk otwierających się drwi od mojej celi. Podniosłem głowę i ujrzałem właśnie ją. Wyglądała zupełnie inaczej, niż jaką ją znałem. Inna fryzura, inne ubranie inny stosunek do mnie. Nie wiem, co miała oznaczać wizyta jej u mnie. Może chciała zobaczyć swoją zdobycz, to miała być dla niej nagroda, obraz człowieka pokonanego, sam nie wiem. Podeszła do mnie i powiedziała tylko dwa słowa: „wybacz mi”. Zaskoczony wstałem by móc spojrzeć jej w oczy. Zobaczyłem w nich wielkie cierpienie i ból. Tak jakby chciała coś zrobić, ale nie mogła. Próbowałem ją, chociaż lekko dotknąć, przytulić, jednak za każdym razem mówiła „nie”. W końcu odeszła i już jej więcej nie widziałem. Po paru dniach obyła się rozprawa sądowa. Zostałem skazany na śmierć, przez wstrzyknięcie trucizny. Został mi już tylko tydzień życia. Spędziłem go właśnie na spisaniu tego pamiętnika, by móc nie zostać zapomnianym. Nie żałuje tego, co robiłem, gdyby mógł robiłbym to dalej. Nie jestem w stanie wyjaśnić, dlaczego tak czuję, tak samo, dlaczego nie pałam chęcią zemsty do Oli. Nawet dzień przed śmiercią widzę jej oczy, jakie miała podczas wizyty u mnie. Dla mnie to był dowód, że Aleksandra coś do mnie czuła i nadal czuje. Każdy powie, że jestem w błędzie, jednak gdyby zobaczył wtedy to, co ja, prawdopodobnie przyznałby mi rację. Życie jest dziwne, łączy ze sobą nawet największych wrogów, a mimo to sprawiedliwe, bo każdego złego człowieka czeka kara, która jest adekwatna do winy. Dzięki telewizji byłem sławny. Moją sprawą zainteresowały się wszystkie państwowe stacje. Dzięki temu zyskałem wielu wrogów jak i zwolenników. Dostawałem wiele listów. Jeden z nich mnie zaciekawił. Był od kobiety, która dziękowała mi za to, co robiłem. To właśnie jej wyśle moje zapiski, gdyż czuję, że tylko ta osoba jest wstanie sprawić by o mnie pamiętano przez długi czas.... KONIEC
skomentuj (4) ![]() 19:14:44 2005-05-01 PytaniaGdy odzyskałem świadomość, wszystko stało się jasne. Byłem w celi więziennej. Do dyspozycji miałem tylko małe łóżko, a raczej kilka koców poukładanych na sobie i stary materac. Poza tym dookoła dosłownie nic. Żadnych okien, luster, umywalki, półek, czy nawet jednego krzesła, tylko cztery szare ściany. Długo siedziałem zanim ktoś po mnie przyszedł. Zaprowadzono mnie do pokoju przesłuchań. Przede mną ukazała się postać, która od jakiegoś czasu była dla mnie zagadką. To był ten chłopak, kolega Oli ze „studiów”. Komisarz, bo tak kazał na siebie mówić, początkowo tylko siedział naprzeciwko mnie i milczał. W pewnym momencie wstał i donośnym głosem spytał,:”Dlaczego? Dlaczego się nimi bawiłeś, wykorzystywałeś i zabijałeś? Sprawiało ci to przyjemność? Masz siebie za Boga? Kto ci dał do tego prawo? Czy ty nie masz sumienia?”. Ja sam do końca nie znam odpowiedzi na te pytania. Nie mogłem mu odpowiedzieć, nie byłem w stanie. Kiedy uświadomił sobie, że nic nie powiem zaczął przedstawiać mi zarzuty, jakie są kierowane pod moim kierunkiem. Byłem oskarżony o wielokrotne zabójstwa. Co gorsza dla mnie, każdy zarzut był podpierany niezbitymi dowodami. Gdy tak pan komisarz wymawiał całą regułkę, mi przychodziło na myśl tylko jedno pytanie. Skoro policja wiedziała, że to ja jestem mordercą to, dlaczego w żaden sposób nie próbowała powstrzymać śmieci, choć jednej niewinnej kobiety. Odpowiedź na moja wątpliwość była krótka, ale rzeczowa. Po prostu nikt nie był wstanie przewidzieć, kiedy je zabije. Zawsze byłem od nich szybszy. Na dodatek dowody, jakie zostawiałem na miejscu zbrodni nie były wystarczające do tego by nawet mnie aresztować. Dopiero później znajdowano nowe „elementy” do całej „układanki”. Jedynym sposobem by to zmienić było wprowadzenie „tajniaka” do mojej gry. Nim była Aleksandra. Celowym było wzbudzenie we mnie rzekomej zazdrości i niepewności, by sprowokować mnie do zabójstwa. Nikt jednak nie sądził, że ja się w niej naprawdę zakocham.
skomentuj (5) ![]() 19:19:17 2005-04-28 SzokIm bliżej całej akcji tym coraz bardziej byłem zdenerwowany. Jeszcze nigdy od tylu pomyślnych zbiegów wydarzeń nie zależała moja przyszłość. Jeżeli coś by poszło nie tak to nawet nie byłem w stanie sobie wyobrazić, jaka by była moja dalsza przyszłość. Będąc jeszcze u siebie dostałem informacje od kumpla, że wszystko jest gotowe. To był znak by rozpocząć „przedstawienie”. Starając się być niezauważonym zakradłem się do samochodu. Odpaliłem silnik, zmieniłem bieg i ruszyłem praktycznie w ostatnią drogę w tym życiu. Będąc niedaleko domu Oli zadzwoniłem do niej by była już przygotowana do ucieczki. Powiedziałem by nie zabierała ze sobą żadnych rzeczy. Telefonów, kart kredytowych po prostu niczego, co można by zlokalizować. Samochód zaparkowałem jakieś 150 metrów od jej domu. Na pozór spokojnym krokiem ruszyłem po nią. Wszystko miało wyglądać tak jakbym przyszedł po nią by przejść się na spacer. Z każdym kolejnym metrem stres był coraz większy. Będąc w środku zobaczyłem przed sobą osobę, która tak naprawdę boi się tego, co ma zrobić. Nie jest pewna czy jest na tyle silna by zerwać ze swoim dotychczasowym życiem. Powoli zaczynała się wkradać panika w nasze zachowanie. Chwyciłem ją mocno i zacząłem przekonywać, że będzie dobrze, że wszystko się uda. Wtedy nastąpił szokujący zwrot akcji. Gdy przytulałem ją do siebie, wyczułem na jej plecach jakąś dziwną nierówność pod ubraniem. Powoli najpierw końcówkami palców, a później już całą ręką zacząłem badać, co to może być. Podwinąłem jej bluzkę i chwyciłem mocną ta tajemniczą rzecz. Okazał się to czarny, cienki przewód. To był podsłuch! Z szokowany odsunąłem się na krok i spytałem, co to ma znaczyć? Wtedy nawet nie wiem, kiedy i skąd Ola wyciągnęła broń i kazała mi się nie ruszać. Trudno mi opisać, co wtedy czułem, kobieta, którą dążyłem wielkim uczuciem okazała się być policjantką, której zadaniem było złapanie mnie. Pamiętam, że zdążyłem się spytać:, „Dlaczego?”, gdy nagle poczułem silny ból i straciłem przytomność.
skomentuj (5) ![]() 14:37:34 2005-04-24 UcieczkaTeraz wiedziałem wszystko. Byłem pewien, że zgodzi się ze mną uciec. Miałem już opracowany cały plan. Ucieczka miała rozpocząć się w nocy. Mój znajomy w komisie samochodowym, miał mi skombinować nowy samochód. Czekałby on na mnie w lesie tuż za miastem. Posiadałem nowe dokumenty, zarówno dla mnie jak i dla niej. Wybrałem sobie nawet lotnisko, z którego udałoby nam się uciec za granice, najlepiej na inny kontynent. Całe moje oszczędności przelałem na trzy różne konta w innych bankach. Zakupiłem fikcyjny dom niedaleko stolicy by zmylić policje. Poza tym w momencie zmiany wozów, w mój dotychczasowy pojazd wsiądzie kumpel, który wróci nim pod moje mieszkanie. Spędzi w nim noc tak by wyglądało jakbym ja tam nadal był. Zapłaciłem mu dość sporą ilością pieniędzy, także na wszystkie moje prośby godził się od razu i nie zadawał zbędnych pytań. Bardzo lubię takich ludzi, którzy za pieniądze są w stanie zrobić wszystko. Dzięki nim nie trzeba aż tak mocno męczyć się w życiu. Dzień przed wyjazdem byłem u Aleksandry by poinformować ją o moich zamiarach. Początek był trudny. Zaczęła płakać i pytać się, kim ja tak naprawdę jestem. Nie wiedziałem, co jej powiedzieć. Na każde jej pytanie odpowiadałem milczeniem. W końcu przemogłem się i wydusiłem z siebie, że bez względu na to, kim jestem, nie pozwolę by coś jej się złego stało. Nigdy jej nie skrzywdzę, ponieważ ją kocham. Te słowa okazały się przeważające nad jej obawami. Nareszcie usłyszałem, że się zgadza. Byłem szczęśliwy. Podałem jej jeszcze kilka ważnych szczegółów i wróciłem do swojego mieszkania. Na początku chciałem się spakować, ale doszedłem do wniosku, że nie ma sensu. Przecież mam zacząć wkrótce nowe życie.
skomentuj (3) ![]() 16:02:01 2005-04-23 DeszczDwa tygodnie bezczynności. Nie mogłem nic zrobić. Cały czas widziałem wokół siebie dziwne i podejrzane postacie. Powoli zacząłem popadać w paranoje. Coraz częściej oglądałem się za siebie. Były momenty gdzie bałem się cokolwiek zrobić by nie zostać aresztowanym. Powoli moja psychika zaczęła łamać się. Jedynym sensownym rozwiązaniem jako przychodziło mi na myśl była ucieczka. Zerwanie z życiem doczesnym i rozpoczęcie wszystkiego od nowa, gdzieś daleko stąd. Jedynym powodem, dlaczego się jeszcze wahałem była Ola. Serce doradzało mi by ją zabrał ze sobą jednak moja podświadomość mówiła, że przez nią mogę mieć jeszcze wiele problemów. Postanowiłem, że najpierw się upewnię, że ona nie ma nic wspólnego z policją. Uczucie, jakie wiązało mnie z nią było czymś ważnym i nietuzinkowym, nie zdarzającym się dwa razy w życiu. Nie mogłem od tak sobie zrezygnować z niej. Przyznam się szczerzę, z ręką na sercu. Ja ją po prostu kochałem. Nie umiem zdefiniować tego uczucia. Bo czy tak naprawdę prawdziwą miłość można opisać słowami. Kilka dni później byłem u niej na kolacji. Była radosna i pełna życia. Cieszyła się z każdej wspólnie spędzonej ze mną chwili. Mówiła, że nie wyobraża sobie życia beze mnie. Po kolacji wyszliśmy na ogród. Siedzieliśmy wtuleni w siebie wpatrując się w księżyc. Wspólne chwile umilała nam romantyczna muzyka. Pamiętam, że niespodziewanie się rozpadało. Wtedy wstałem i spytałem czy nie ma ochoty zrobić czegoś, czego nigdy nie robiła w życiu. Spojrzała wtedy na mnie z lekką niepewnością w oczach i po chwili milczenia zgodziła się. Złapałem ją za rękę i wyszliśmy razem na środek ogrodu. Przytuliliśmy się do siebie i w strumieniach deszczu zaczęliśmy tańczyć. Nie wiem ile to trwało. Może minutę, a może godzinę. Było wtedy nam dobrze. Wszystko zamarło wokoło. Istnieliśmy tylko my. Nie zapomnę nigdy jej słów „Dziś oprócz Ciebie wiem, że nie mam nic, więc proszę Cię, blisko bądź. Kochaj mnie, trwaj przy mnie, bo nie wyobrażam sobie życia bez tej miłości.” Tych słów chyba nie zapomnę do końca życia.
skomentuj (2) ![]() 21:07:38 2005-04-17 Jeszcze bliżejOd tamtego momentu nie odstępowałem kolesia na krok. Spałem, jadłem i piłem w samochodzie. Zawaliłem pracę, by móc go obserwować. Wszystko, co wtedy dotyczyło jego, było także związane ze mną. Poznawałem jego styl życia. Dowiadywałem się, co robi, gdzie chodzi, gdy mu się nudzi, co jest w jego jadłospisie, jakie ma upodobania i co najważniejsze, co go wiąże z policją. Z każdym dniem cała ta sprawa wydawała się coraz bardziej nierealistyczna. Chłopak zdawał się być zwykłym studentem. Przez 2 tygodnie ani razu nawet nie przeszedł koło żadnego funkcjonariusza. Był stałym bywalcem miejskich pubów i klubów nocnych. Ani razu przez ten okres nie spotkał się z Olą. Im dłużej drążyłem w tym temacie tym mniej wiedziałem. Nic do siebie nie pasowało. Nie miałem żadnej odpowiedzi na moje pytania, żadnego wytłumaczenia. Byłem wyczerpany i rozdrażniony. Doszedłem do wniosku, że jedynym mądrym posunięciem z mojej strony będzie powrót do domu. Wjeżdżając na moją ulice zauważyłem dwóch podejrzanych mężczyzn kręcących się przy moim bloku. Mieli na sobie ubrania pracowników administracji, jednak nie wiadomo, czemu naprawiali coś, co działa i nigdy się nie psuło. Gdy koło nich przeszedłem od razu ulotnili się za moimi plecami. Tak jakby się rozpłynęli. Dochodziły do mojej świadomości różne myśli, jednak w ani jedną nie chciałem wierzyć. Czyżbym został wykryty? Stopniowo zacząłem wpadać w panikę. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji, nie wiedziałem jak się zachować. Jednak nie byłem aż w tak beznadziejnym położeniu. Mimo wszystko miałem nad nimi przewagę, byłem świadomy tego, że jestem na celowniku. Ode mnie cały czas zależało to, co się ze mną stanie, przynajmniej wtedy tak myślałem. Jednak wszystko miała zweryfikować niedaleka przyszłość.
skomentuj (5) ![]() 21:37:00 2005-04-16 ŚmierćTamten dzień, gdy zobaczyłem wchodzącego do radiowozu kolegę Oli, jak się później okazało był początkiem końca pewnego etapu w moim życiu. Tego przedostatniego, który kończy się, gdy dochodzi do nas, że śmierć prędzej czy później przyjdzie do każdego. W momencie, gdy bierzemy z życia, to, co najlepsze i nagle nie wiadomo skąd przytrafia nam się coś, co zmienia bieg wydarzeń. Wtedy właśnie rozpoczynamy naszą ostatnią drogę, drogę ku śmierci. Nikt nie wie ile może trwać ta podróż. To jest indywidualna sprawa. I mimo, że może być ich różnych tyle ile jest ludzi na świecie to i tak wszystkie kończą się w jednym miejscu. Pisząc właśnie teraz moje zapiski wiem, że zostało mi mało czasu. Jednak póki, co nie dowiecie się, dlaczego jestem takiej nieprzewidywalnej rzeczy jak moja śmierć pewien. To by nie miało sensu. Najważniejsze teraz jest to by udało mi się dokończyć moje proste "dzieło". Coś co poza strumieniem krwi będzie mnie przypominać.
skomentuj (0) ![]() 13:14:01 2005-04-16 Coraz bliżejOdjeżdżałem od Oli, gdy zauważyłem, że chodnikiem idzie koleś, który od dłuższego czasu jest dal mnie zagadką. Zaparkowałem w zaciemnionym miejscu, wyłączyłem światła i zacząłem obserwować. Drzwi od domu mojej kobiety otworzyły się, on wszedł do środka. Po kilku minutach zgasło światło w kuchni, a zapaliło się w jej pokoju. Wtedy już nie wytrzymałem, wysiadłem z auta. Podbiegłem do jej domu i zadzwoniłem. Po dłuższej chwili odtworzyła. Na jej twarzy można było zauważyć zaskoczenie. Udałem, że czegoś zapomniałem. Nagle z jej pokoju dobiegł do nas jakiś głos. Spytałem ironicznie czy ma gościa. Jej odpowiedź lekko mnie zdenerwowała, gdyż była banalna. Powiedziała, że przyszedł do niej kumpel z roku, który poprosił ją o pomoc w nauce. Następnie spytała czy nie chciałbym go poznać. Pierwszą lepszą wymówką udało mi się odciągnąć ją od tego pomysłu. Pocałowałem ją na do widzenia i wyszedłem. Wracając do samochodu, coś mi mówiło, żebym poczekał na wyście tego "kolegi", gdyż może stać się coś ciekawego. Posłuchałem wewnętrznego głosu i tak uczyniłem. Po dobrej godzinie pojawił się ponownie w jej drzwiach. Przyglądałem się każdemu jego krokowi. Gdy stracił już z pola widzenia dom Oli wyjął telefon i gdzieś zadzwonił. Po nie całych 5 minutach podjechał do niego policyjny samochód, do którego wsiadł. Nie wiedziałem, co myśleć. Najpierw znika w komendzie policji na długie godziny, a teraz wsiada tak sobie do radiowozu policyjnego. Czyż by nie był zwykłym studentem? Ale wtedy, dlaczego by się interesował Olą? Wiedziałem już teraz, kim jest. Na jedno pytanie znalazłem odpowiedź. Niestety pojawiło się drugie. Jaki jest jego cel?
skomentuj (1) ![]() |